Ech, świadoma hipokryzja jest trudna. Ech, znowu muszę się poużalać :c Ostatnio zauważyłam, że robię coraz więcej rzeczy, które wcześniej by mi nie przyszły do głowy. I między myśleniem "co ja kurwa robię", a "i chuj, jest super", przewija się odrobina realizmu. + mam wrażenie, że niektóre osoby zostały urodzone, żeby komplikować życie innym ludziom. Chociaż i tak nadal uważam, że w moim wieku nic nie jest poważne, nie przeżyłam nic, co mogłoby niektóre rzeczy usprawiedliwiać. I chociaż nienawidzę argumentowania wiekiem, siedemnastolatka nic nie wie o życiu. Tak samo jak 20, 30 i 40 latek. Nigdy w pełni nie będziemy niczego świadomi. Przekonują mnie o tym chwile, kiedy nagle mam wrażenie odrębności od ciała, poczucia że mogę wszystko, że to ja kieruję. Zdarza mi się to zwykle na kilka sekund, bardzo rzadko. Nie zależy ode mnie. To właśnie taki chory przebłysk świadomości, nie umiem tego lepiej opisać czy nazwać. Dobra, koniec ogarniania moich schiz. Hmm, co by jeszcze napisać, nudzi mi się w tej szkole. Jest mi jednocześnie smutno i szczęśliwie, ambiwalentne odczucia. Mam fazę na tą piosenkę: <3 Dobra, zaczyna się M jak Miłość, czyli zboczenie od 6 klasy podstawówki xd
xoxo
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz