Od dłuższego czasu zastanawiam się, czy szczerość jest wadą, czy zaletą. Kiedy mówię to, co myślę, doskonale zdaję sobie sprawę że krzywdzę jednocześnie inne osoby, bo jak wiadomo, prawda jest cholernie bolesna. Kiedy staram się owijać w bawełnę i omijać temat, czuję wyrzuty sumienia że nie jestem sobą i że to całe robienie scenek jest beznadziejne. Chociaż w 80% przypadków wybieram mówienie prawdy prosto w twarz, to coraz częściej uświadamiam sobie, że świat nie chce jej słyszeć, odrzuca to, co prawdziwe i chowa się pod kołdrą kłamstw i kolorowych wyobrażeń. Prawda staje się wtedy szpilką wbitą w ten idealny świat, przebija go niczym balona, który szybciej czy później straci powietrze. Ale czy naprawdę ludzie nie potrafią zaakceptować rzeczywistości? Wynika to chyba z wygody, z poczucia bezpieczeństwa. Można sie przecież wciąż oszukiwać że kocha, że wróci, że w końcu wszystko się naprawi, że samo z siebie coś spadnie nam z nieba, ale dopóki po to sami nie sięgniemy, to raczej nic z naszych oczekiwań. A wtedy znów wpadniemy w wir oszukiwania samych siebie i wmawiania sobie że jesteśmy genialni, a świat ma się dopasować. Ok, dopasuje się jak w sekrecie, ale nawet on wymaga intensywnego myślenia o celu, rysowania, podjęcia pierwszego kroku.
A zaczynając całkiem inny temat, który w sumie łączy się w poprzednim, chciałabym wspomnieć o mojej dzisiejszej przygodzie. Wczoraj po raz pierwszy miałam przyjemność wsiąść za kółko w warunkach zimowych: śnieg, oblodzone auto, mróz. Miałam do przejechania 18km, w tym ok. 8 przez las, było po 18. Rano musiałam odstawić auto do domu, bo tata miał zajęcia na uczelni w Polkowicach, więc z Goli musiałam wyjechać o siódmej, żeby zdążył na ósmą. Podeszłam do zamrożonego totalnie samochodu i próbowałam uruchomić, raz, drugi, w końcu zostawiłam na włączonym zapłonie, bez uruchamiania silnika, przekonana że w ten sposób trochę się ogrzeje szyba i będzie mi łatwiej odśnieżać. I teraz pewnie każdy chłopak czytający stwierdzi że jestem idiotką, ale skąd ja miałam wiedzieć, że grzałka w zimę zużuwa tyle energii, że przez 3 minuty wyładował mi się akumulator? Zmierzając do sedna, jest to kolejna rzecz, o której mnie nie nauczono, nie było w podręczniku kierowcy ani nikt nie zwrócił mi na nią uwagi. Za to tabelę z dozwolonymi prędkościami dla samochodów z przyczepą znam na pamięć. Kolejny przykład na to, że w szkole nic praktycznego cię nie nauczą. sorry, taki mamy klimat. Znam milion beznadziejnych pojęć geograficznych, kilka biologicznych i idąc na raczej humanistyczne studia umiem przeprowadzić 9 sposobów na otrzymywanie soli. Ale nie wiedziałam, że akumulator się wyładowywuje i gdyby nie było taty Kai, to utknęłabym w Goli do wieczora. To z jednej strony jest żenujące, a z drugiej smutne, że takie podstawowe wiadomości uważa się za oczywiste. Jak na przykład rozliczanie podatków, pity, całe zamieszanie ze zrobieniem prawka. I nie wiem, czy właśnie na tym polega dorosłość - na coraz większej ilości przeszkód, rzeczy, do których sam musisz dojść, bo ludzie stwierdzają, że powinieneś to już wiedzieć? Zrobiłam też dzisiaj plan nauki na maturę z geografii z czterech książek i uświadomiłam sobie, że to nie będzie wina nauczyciela, że czegoś nie przerobił, tylko moja własna, nie ma już miejsca na wykręty, trzeba wziąć się w garść i liczyć na siebie.
I właśnie teraz widać, jak bardzo ludzie się łudzą i polegają na innych. Ja dzisiaj się nauczyłam, że odpalenie starego forda fiesty w zimę nie takie banalne, jakby sie mogło wydawać, no i powoli zaczynam wyłazić z tej skorupy, do której od początku życia dorośli nas wpychali i nagle okazuje się, że mamy z niej wyjść i zacząć być odpowiedzialnym za swoje dokonania. Od razu przychodzi mi na myśl "Ferdydurke" Gombrowicza i słynne upupianie. I teraz następuje pytanie, czy takie rzucenie dziewiętnastolatka na głęboką wodę matury, studiów i odpalania samochodu w zimę nie powinno być poprzedzone jakimś łagodnym wstępem? Przecież w większości szkół nauczyciele, a przynajmniej kilka z nich zmuszają do nauki, wychowawczynie kontrolują każdy nieusprawiedliwiony dzień, a kamery zachowanie na korytarzach, a nagle jesteś wypluty do innego miasta, bez mapy, bez znajomości, z przymusem gotowania obiadu, sprzątania całego mieszkania, prania rzeczy, uczenia się i przy okazji imprezowania.
SICK
Zawsze lepsza prawda prosto w oczy. Nie niesie za sobą konsekwencji, za to kłamstwa czy niedopowiedzenia niosą, i to spore. A życia na własną rękę nauczysz się prędzej gdy zostaniesz rzucona na głęboką wodę, niżeli miałby ktoś nad Tobą stać i mówić Ci co masz robić. Jesteś polką, poradzisz sobie w każdej sytuacji. A z Twoją inteligencją Anastaziuk, to już naprawdę nie masz się o co martwić :*!
OdpowiedzUsuńYou made my day Asia. Really.
OdpowiedzUsuńDyplomatyczna, ale prosto w oczy.
OdpowiedzUsuńPo co mówić: "Wkurwia mnie Twoje zachowanie" skoro możesz powiedzieć "To wyprowadza mnie z równowagi, mógłbyś to zmienić?"
Jeśli chodzi o "głęboką wodę" - do matury przygotowywują Cię 3 lata. Ostatecznie, to Ty pracujesz na swoje wyniki. Możesz narzekać. Możesz się dostosować.
Życzę powodzenia i pozdrawiam ;)
nie zgadzam się z twierdzeniem, że do matury przygotowują 3 lata, miałam wrażenie że przez pierwsze 2 uczyłam się steku niepotrzebnych dla mnie rzeczy i nie skupiałam się wystarczająco na przedmiotach, których rozszerzam. dopiero 3 klasa pozwoliła mi wygospodarować czas na solidne przygotowywanie się :)
Usuń