niedziela, 6 kwietnia 2014

miłość

Zauwazyłam u siebie tendencję do rozwiązywania tylko jednego typu zadań domowych: tych, które mogę przekształcić na coś w rodzaju felietonu. Nie bez wpływu pozostaje fakt, że w przygotowaniu do matur ściągnęłam wszystkie sezony seksu w wielkim mieście i staram się być Carrie. Nawet kupiłam buty. Idealne spodnie i sweter. Chciałam też zrobić dzisiaj haul, trochę prześmiewczy, no ale poczucie sarkazmu nie jest u mnie dzisiaj na zbyt wysokim poziomie - jestem chora. Mam światłowstręt, słodyczopopęd i spektroskop do poprawy.
Tak więc prezentuję wam dzisiaj moje wypracowanie na religię (!), które podążając za tokiem tego posta, zrównałam z felietonopodobnym czymś. Press, bitch.



Joanna Anastaziuk, kl. 3A
TEMAT: Jakie znacznie (jak rozumiesz) dla ciebie mają słowa przysięgi małżeńskiej podczas  sakramentu małżeństwa? Opisz wyszczególniając miłość, wierność i uczciwość małżeńską.
Każda dziewczynka od kiedy zacznie chodzić, zaczyna marzyć o idealnym ślubie. W wieku lat pięciu najbardziej pożądana jest wielka różowa suknia, kareta i diadem oraz oczywiście wyśniony książę z bajki na miarę królewicza z „Kopciuszka”. Potem, w wieku lat 13-14 przychodzi marzenie o ślubie na plaży, na jakiejś rajskiej wyspie, w tle szumiące morze i kraczące ary (nie wiem nawet czy ary kraczą). Suknia ma być biała, czysta, a ideałem mężczyny zostaje muzyczny idol w postaci Justina Biebera czy też Nialla Horana z One Direction. Ewentualnie Dawida Kwiatkowskiego.
Ale w końcu nadchodzi czas, w którym kobieta na skraju załamania psychicznego siedzi w garderobie pełnej szpilek, pod dizajnerskimi płaszczami i trzymając kurczowo w dłoniach kartkę papieru z napisaną przysięgą, zastanawia się czy wszystko pójdzie zgodnie z planem, czy samochód przyjedzie, czy loki nie za bardzo będą wystawać spod welonu i czy podłoga w kościele jest wystarczająco stabilna dla jej nowych butów. Do uroczystości pozostały 3 godziny i myśli egzystencjonalne przeplatają się przez głowę niczym wtedy, gdy wybierałą tę idealną suknię, czy też zdawała prawo jazdy za piątym razem.
W końcu dojeżdża do kościoła, zostaje przeprowadzona do ołtarza, gdzie pan młody z bordową muszką uśmiecha się jak nigdy. Padają słowa: „obiecuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską i że cię nie opuszczę aż do śmierci”. Wszyscy płaczą. Ludzie wstają. Migawki fleszy odbijają się od szklistych oczu państwa młodych. Wszystko pięknie, idealnie, tylko dlaczego w mojej parafii (św. Mikołaja) 1/3 małżeństw kończy się rozwodem? Przecież przysięga była złożona, a kolczyki dopasowane idealnie do obrączek.
Chcąc niestandardowo wgłębić się w podany temat (i przy okazji wywołać trochę uśmiechu), zaczynam zastanawiać się, czy takie obiecywanie sobie pięknych rzeczy ma w ogóle sens? Teoretycznie przysięga małżeńska powinna być zwieńczeniem wszystkich przygotowań, planów, ukoronowaniem miłości i zarazem początkiem nowego życia. Czy jednak ludzie nie zaczęli uważać jej jako coś standardowego, oklepanego i banalnego? Przecież, jakby się nie patrzeć, to tylko słowa, a powiedzieć można wszystko.

Odpowiadając na pytanie zawarte w temacie, słowa przysięgi są dla mnie czymś, co chciałabym wypełniać każdego dnia małżeństwa, ale nie tylko. Kiedy poznam osobę, z którą mogłabym dzielić swoje radości i smutki, porażki i sukcesy, obietnica kochania i bycia wiernym jest dla mnie oczywista. Uważam, że jeżeli dla kogoś nie było to tak jasne i przejrzyste przed aktem wiecznego połączenia, nie będzie też po nim. Ludziom w dzisiejszym świecie brakuje tego przyznania się, że potrzebują ciepła, przytulenia, dobrego słowa. W miejscu, gdzie propagowany jest styl życia pełen sukcesów w pracy, dążenia do jak najwyższego szczebla zawodowego, rozwijania kawiery, rodzi się bezuczuciowość. Stajemy się bardziej bezwzględni, zaczynamy przypominać roboty. Najlepszym przykładem jest tegoroczny finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Ludzie chcą pomóc, bo zależy im na losie innych, natomiast niektórzy doszukują się spisków i oszustw finansowych, chociaż praktycznie w każdym szpitalu w Polsce jest jakieś urządzenie z naklejonym serduszkiem, a rozliczenia dostępne dla każdego w internecie.  Jako dumny wolontariusz, jestem pod wrażeniem ogromu pracy, jaki jest wkładany każdego roku w organizację WOŚPu. I właśnie takie proste odruchy serca powinny być promowane. Niemodne jest teraz rozczulanie się nad sobą, posiadanie „gorszych dni”. Trzeba cały czas biec do przodu, bez chwili na zatrzymanie się i głęboki oddech. Myślę że to jest źródłem problemów małżeńskich i przedmałżeńskich, a przysięga w takich przypadkach to tylko puste słowa rzucane na wiatr.

1 komentarz:

  1. Teraz ślub to chyba bardziej strach o wytrzymałość żeli na paznokciach, setki kłótni o miejsce wesela, a na koniec nerwowy szlug pod kościołem i refleksja, czy to oby na pewno ten człowiek na nas czeka. I jak w takich czasach cokolwiek sobie obiecywać? Ta cała rozwiązłość trochę nas zjadła, jak dla mnie.

    OdpowiedzUsuń