Tak więc prezentuję wam dzisiaj moje wypracowanie na religię (!), które podążając za tokiem tego posta, zrównałam z felietonopodobnym czymś. Press, bitch.
Joanna Anastaziuk, kl. 3A
TEMAT: Jakie znacznie (jak rozumiesz) dla
ciebie mają słowa przysięgi małżeńskiej podczas
sakramentu małżeństwa? Opisz wyszczególniając miłość, wierność i
uczciwość małżeńską.
Każda dziewczynka od kiedy zacznie
chodzić, zaczyna marzyć o idealnym ślubie. W wieku lat pięciu najbardziej
pożądana jest wielka różowa suknia, kareta i diadem oraz oczywiście wyśniony
książę z bajki na miarę królewicza z „Kopciuszka”. Potem, w wieku lat 13-14
przychodzi marzenie o ślubie na plaży, na jakiejś rajskiej wyspie, w tle
szumiące morze i kraczące ary (nie wiem nawet czy ary kraczą). Suknia ma być
biała, czysta, a ideałem mężczyny zostaje muzyczny idol w postaci Justina
Biebera czy też Nialla Horana z One Direction. Ewentualnie Dawida
Kwiatkowskiego.
Ale w końcu nadchodzi czas, w którym kobieta na skraju
załamania psychicznego siedzi w garderobie pełnej szpilek, pod dizajnerskimi
płaszczami i trzymając kurczowo w dłoniach kartkę papieru z napisaną przysięgą,
zastanawia się czy wszystko pójdzie zgodnie z planem, czy samochód przyjedzie,
czy loki nie za bardzo będą wystawać spod welonu i czy podłoga w kościele jest
wystarczająco stabilna dla jej nowych butów. Do uroczystości pozostały 3
godziny i myśli egzystencjonalne przeplatają się przez głowę niczym wtedy, gdy
wybierałą tę idealną suknię, czy też zdawała prawo jazdy za piątym razem.
W końcu dojeżdża do kościoła, zostaje przeprowadzona do
ołtarza, gdzie pan młody z bordową muszką uśmiecha się jak nigdy. Padają słowa:
„obiecuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską i że cię nie opuszczę aż do
śmierci”. Wszyscy płaczą. Ludzie wstają. Migawki fleszy odbijają się od
szklistych oczu państwa młodych. Wszystko pięknie, idealnie, tylko dlaczego w
mojej parafii (św. Mikołaja) 1/3 małżeństw kończy się rozwodem? Przecież
przysięga była złożona, a kolczyki dopasowane idealnie do obrączek.
Chcąc niestandardowo wgłębić się w podany temat (i przy okazji
wywołać trochę uśmiechu), zaczynam zastanawiać się, czy takie obiecywanie sobie
pięknych rzeczy ma w ogóle sens? Teoretycznie przysięga małżeńska powinna być
zwieńczeniem wszystkich przygotowań, planów, ukoronowaniem miłości i zarazem
początkiem nowego życia. Czy jednak ludzie nie zaczęli uważać jej jako coś standardowego,
oklepanego i banalnego? Przecież, jakby się nie patrzeć, to tylko słowa, a
powiedzieć można wszystko.
Odpowiadając na pytanie zawarte w temacie, słowa przysięgi są
dla mnie czymś, co chciałabym wypełniać każdego dnia małżeństwa, ale nie tylko.
Kiedy poznam osobę, z którą mogłabym dzielić swoje radości i smutki, porażki i
sukcesy, obietnica kochania i bycia wiernym jest dla mnie oczywista. Uważam, że
jeżeli dla kogoś nie było to tak jasne i przejrzyste przed aktem wiecznego
połączenia, nie będzie też po nim. Ludziom w dzisiejszym świecie brakuje tego przyznania
się, że potrzebują ciepła, przytulenia, dobrego słowa. W miejscu, gdzie
propagowany jest styl życia pełen sukcesów w pracy, dążenia do jak najwyższego
szczebla zawodowego, rozwijania kawiery, rodzi się bezuczuciowość. Stajemy się
bardziej bezwzględni, zaczynamy przypominać roboty. Najlepszym przykładem jest
tegoroczny finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Ludzie chcą pomóc, bo
zależy im na losie innych, natomiast niektórzy doszukują się spisków i oszustw
finansowych, chociaż praktycznie w każdym szpitalu w Polsce jest jakieś
urządzenie z naklejonym serduszkiem, a rozliczenia dostępne dla każdego w
internecie. Jako dumny wolontariusz,
jestem pod wrażeniem ogromu pracy, jaki jest wkładany każdego roku w
organizację WOŚPu. I właśnie takie proste odruchy serca powinny być promowane.
Niemodne jest teraz rozczulanie się nad sobą, posiadanie „gorszych dni”. Trzeba
cały czas biec do przodu, bez chwili na zatrzymanie się i głęboki oddech. Myślę
że to jest źródłem problemów małżeńskich i przedmałżeńskich, a przysięga w
takich przypadkach to tylko puste słowa rzucane na wiatr.
Teraz ślub to chyba bardziej strach o wytrzymałość żeli na paznokciach, setki kłótni o miejsce wesela, a na koniec nerwowy szlug pod kościołem i refleksja, czy to oby na pewno ten człowiek na nas czeka. I jak w takich czasach cokolwiek sobie obiecywać? Ta cała rozwiązłość trochę nas zjadła, jak dla mnie.
OdpowiedzUsuń