Kiedyś wszystko wydawało się być takie nieskomplikowane i proste.
Podwyżki cen? Zbieramy się w kilka tysięcy, rzucamy wszystko i idziemy strajkować.
Studenci zebrani ze wszystkich warszawskich uniwersytetów w ramach pokazania niezadowolenia? Nie ma sprawy.
Mimo swiadomości konsekwencji, jakie mogły być poniesione w czasach PRL, ludzie nadal buntowali się przeciw ustrojowi, aż w końcu doprowadzili do obalenia PZPR.
Jakby to teraz wyglądało? Nieeee, nie chce mi się iść na strajk, muszę się wyspać/mam wyklad/idę do pracy/jem obiad/robię pranie/kręcę film na snapa. Milion wymówek i tyle samo komentarzy. W internecie, na kanapie, przed telewizorem.
Czytając o latach 70 i 80 zaczęłam się wzruszać i nawet łza w oku się zakręciła, tak bardzo podziwiam zmotywowanie i zapał wszystkich, którzy walczyli o Polskę. I nie było zróżnicowania na milion partii, to, czy jesteś za in vitro czy przeciw, po prostu każdy szedł obok siebie mając w głowie przyszłość zbudowaną na starych, greckich kolumnach demokracji.
No kurwa, serio, jak by wyglądała dzisiejsza demonstracja? Mieliśmy idealny przykład kilka dni temu, kiedy studenci zorganizowali protest przeciw nowym, niesprzyjającym zasadom m.in. terminu oddawania magisterki. I co? Kilkadziesiąt osób pod bramą UW, każdy z telefonem w ręku, sto snapów przechodniów, kilkanaście zdjęć na instagrama i wiele postów na fejsie. Tak wygląda współczesne dążenie do swoich celów, po cholerę wyjść na ulicę i mieć jakiekolwiek poczucie solidarności. Przecież koło mnie może iść jakiś pedał albo, co gorsza, murzyn. I co wtedy?
Ciekawy wpis ;) A ja polecam: http://xurl.pl/6jjl
OdpowiedzUsuń