Jeśli w każde lato nadchodzi "Summertime Sadness", to właśnie dzisiaj
jest ten dzień, w którym włączyłam Lanę. A potem Taylor Momsen i dowaliłam Amy
Winehouse, za którą się zresztą przebrałam, żeby zobaczyć jak będę wyglądać
jako zniszczona ikona i członkini klubu 27. Zadziwiająco dobrze.
1. Przebranie się za Amy na imprezę jest genialnym
posunięciem, bo to jedyna kreacja, która wygląda coraz lepiej, proporcjonalnie do
ilości wypitego alkoholu.
2.Ostatnio coraz więcej osób sugeruje, że ćpam. W
tym dwie dorosłe osoby. Czy mam zacząć się bać?
Boże, tak dawno nie pisałam, że zapomniałam już jak się to
robi. Nie mam też żadnego konkretnego tematu, który chciałabym poruszyć, po
prostu wczoraj poczułam, ze jak zaraz nie wystukam klawiszami pięciolinii moich
myśli, to jebnę. Za 10 dni miałam przeprowadzić się do Warszawy, a nie jestem
na to w ogóle gotowa. Wszystkie ubrania leżą spokojnie w szafie, w pokoju
zaczął się znowu robić bałagan, szklanki piętrzyć na parapecie, a ja zabezpieczona
w zakup tego roku, czyli strój żyrafy z lumpa za 10zł, opatulona kołdrą i
poduszkami (wiem, jest 25 stopni, ale nie mogłam się doczekać, aż ją ubiorę),
zastanawiam się co by tu przekąsić. Hajs topi się jak lód, nienawidzę pracować,
tym bardziej, kiedy w dniu wypłaty czuję się jak frajer. Definitywnie muszę opracować
na przyszły rok inny plan zarabiania środków na papierosy i piwo, bo inaczej
będzie ciężko. Jest mi już strasznie gorąco przez tę żyrafę i laptopa na
kolanach, ale jednocześnie strój jest mięciutki i ma polar w środku. Mam ochotę
wyjść na piwo. W ogóle ostatnio nie piję wódki. Nie pamiętam, kiedy ostatnio
spożywałam jej większą ilość, chyba w marcu? Za to piwo kocham całym sercem,
mogę je przyjmować hektolitrami. Przeczytałam we Wrocławiu „Najgorszego
człowieka na świecie” i nawet przez jedną czy dwie noce zastanawiałam się, czy
nie mam problemu z nadmiernymi procentami. Doszłam do wniosku, że nie tracę
przez nie kontroli i mimo najgorszego stanu potrafię zawsze powiedzieć stop.
Nie kolejnemu szotowi, ale beznadziejnym ludziom. Zachowuję strzępki godności
poprzez podtrzymywanie asertywności.
Niestety, ostatnio jestem coraz większym tchórzem, który
zgadza się na rzeczy, na które wcześniej bym się nie zgodziła. Daję się wykorzystywać
i zachowuję się jak lalka, której można wyrwać włosy, domalować trzecie oko i
finalnie urwać głowę. Zaczęłam tez jeść więcej słodyczy.
Na szczęście w styczniu jadę do Rzymu, w końcu mam coś, na
co będę z niecierpliwością czekać. I to nie byle co, bo zeszłoroczna warszawska
zima okazała się być jednym z najgorszych momentów w życiu, będąc zlepkiem
wszelkich niepowodzeń.
A tak w ogóle to chciałabym znaleźć w końcu miłość życia i
móc robić te jebane naleśniki na śniadanie. I załatwiać w grudniu truskawki,
które specjalnie posłodzę, żeby nie smakowały tak obrzydliwie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz