czwartek, 20 sierpnia 2015

sierpień

Jeśli w każde lato nadchodzi "Summertime Sadness", to właśnie dzisiaj jest ten dzień, w którym włączyłam Lanę. A potem Taylor Momsen i dowaliłam Amy Winehouse, za którą się zresztą przebrałam, żeby zobaczyć jak będę wyglądać jako zniszczona ikona i członkini klubu 27. Zadziwiająco dobrze.

1. Przebranie się za Amy na imprezę jest genialnym posunięciem, bo to jedyna kreacja, która wygląda coraz lepiej, proporcjonalnie do ilości wypitego alkoholu.

2.Ostatnio coraz więcej osób sugeruje, że ćpam. W tym dwie dorosłe osoby. Czy mam zacząć się bać?

Boże, tak dawno nie pisałam, że zapomniałam już jak się to robi. Nie mam też żadnego konkretnego tematu, który chciałabym poruszyć, po prostu wczoraj poczułam, ze jak zaraz nie wystukam klawiszami pięciolinii moich myśli, to jebnę. Za 10 dni miałam przeprowadzić się do Warszawy, a nie jestem na to w ogóle gotowa. Wszystkie ubrania leżą spokojnie w szafie, w pokoju zaczął się znowu robić bałagan, szklanki piętrzyć na parapecie, a ja zabezpieczona w zakup tego roku, czyli strój żyrafy z lumpa za 10zł, opatulona kołdrą i poduszkami (wiem, jest 25 stopni, ale nie mogłam się doczekać, aż ją ubiorę), zastanawiam się co by tu przekąsić. Hajs topi się jak lód, nienawidzę pracować, tym bardziej, kiedy w dniu wypłaty czuję się jak frajer. Definitywnie muszę opracować na przyszły rok inny plan zarabiania środków na papierosy i piwo, bo inaczej będzie ciężko. Jest mi już strasznie gorąco przez tę żyrafę i laptopa na kolanach, ale jednocześnie strój jest mięciutki i ma polar w środku. Mam ochotę wyjść na piwo. W ogóle ostatnio nie piję wódki. Nie pamiętam, kiedy ostatnio spożywałam jej większą ilość, chyba w marcu? Za to piwo kocham całym sercem, mogę je przyjmować hektolitrami. Przeczytałam we Wrocławiu „Najgorszego człowieka na świecie” i nawet przez jedną czy dwie noce zastanawiałam się, czy nie mam problemu z nadmiernymi procentami. Doszłam do wniosku, że nie tracę przez nie kontroli i mimo najgorszego stanu potrafię zawsze powiedzieć stop. Nie kolejnemu szotowi, ale beznadziejnym ludziom. Zachowuję strzępki godności poprzez podtrzymywanie asertywności.

Niestety, ostatnio jestem coraz większym tchórzem, który zgadza się na rzeczy, na które wcześniej bym się nie zgodziła. Daję się wykorzystywać i zachowuję się jak lalka, której można wyrwać włosy, domalować trzecie oko i finalnie urwać głowę. Zaczęłam tez jeść więcej słodyczy.

Na szczęście w styczniu jadę do Rzymu, w końcu mam coś, na co będę z niecierpliwością czekać. I to nie byle co, bo zeszłoroczna warszawska zima okazała się być jednym z najgorszych momentów w życiu, będąc zlepkiem wszelkich niepowodzeń.

A tak w ogóle to chciałabym znaleźć w końcu miłość życia i móc robić te jebane naleśniki na śniadanie. I załatwiać w grudniu truskawki, które specjalnie posłodzę, żeby nie smakowały tak obrzydliwie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz