Tę notkę napisałam jeszcze za czasów rozwalającej się kawalerki na Ochocie. Teraz, siedząc w różowym pokoju na Mokotowie z białym biurkiem, puchatym dywanem i już niedługo składanym, wymarzonym stojakiem na ubrania, przeglądając stare, nieopublikowane bazgroły, uświadamiam sobie, że podejście do tego tematu nie zmieniło się ani trochę. Więc proszę bardzo, oto wpis z pięciomiesięcznym opóźnieniem.
Oglądając się na moich znajomych, ich rodziców, znane osoby,
coraz trudniej jest mi uwierzyć w to, że w końcu i dla mnie znajdzie się ktoś
wyjątkowy. Patrzę na relacje, jakie zachodzą między parami i zastanawiam się,
czy oni naprawdę chcą w tym tkwić? Moim zdaniem związki polegają na kilku
ważnych rzeczach, bez których dwójka ludzi nie jest w stanie ze sobą
egzystować.
Związek nie istnieje, kiedy brak w nim szacunku. Kiedy jedna
osobą spierdala na kilka dni, żeby się najebać ze znajomymi, podczas gdy druga
nieświadomie kładzie się spać i z każdą godziną coraz bardziej poddenerowowana
próbuje nawiązać jakikolwiek kontakt, a jedyne, co utrzymuje w odpowiedzi to
bełkot pachnących wódką słów i zlepek przeprosin.
Związek to nie jest wykorzystywanie siebie nawzajem, bycie
ze sobą dla wygody czy dla lansu. O kurwa, ale masz dobrą dupę, o kurwa, ale sobie
wyrwałaś.
Związek nie istnieje, jeżeli chociażby jedna z osób
dopuściła się zdrady. Jeśli byłeś w stanie przespać się, przelizać, kurwa,
powiedzieć jej na ucho jak bardzo chciałbyś zerżnąć albo jak genialnie byś mu
obciągnęła, to znak, że jesteś szmatą, która nie zasługuje na drugą połówkę.
Związek to nie lizanie sobie dupy przy każdej wykonywanej
czynności. To nie wypieranie się samego siebie i poświęcanie dla kogoś, kto i
tak tego nie odwzajemni. To nie pudełko czekoladek wypełnionych nutellą, zagryzanych
żelkami i popijanych kakao.
Związek nie może być otwarty. I chociaż wiele osób się w tym
momencie oburzy, to jeżeli kogoś kurwa kochasz, to nie jesteś w stanie
wytrzymać myśli, że osoba, dla której zmienisz ustawienie konstelacji gwiazd
właśnie puszcza się z jakąś randomową dupą w klubie. To jest relacja friends
with benefits.
Związek to nie tylko pieprzenie się na każdej możliwej
powierzchni. To, że zajebiście wam się układa w łóżku, ale kiedy w końcu
wytrzeźwiejecie i nadchodzi kolejny zwykły dzień, a ty nie potrafisz zagadać na
najprostszy temat, to znaczy, że źle zdefiniowałaś uczucia.
Związek jest wtedy, kiedy obie osoby akceptują się, szanują,
mimo odmienności poglądów potrafią się porozumieć. Związek jest wtedy, kiedy
ona ma kaca, a on przychodzi do niej z wodą z rozpuszczonym magnezem, żeby nie
straciła minerałów. Związek jest wtedy, kiedy ona puszcza go na mecz z kolegami
i jest pewna, że nie zarywa do pierwszej z brzegu blondynki i kiedy wraca
napierdolony do domu pomaga mu dojść (nie tylko) do łóżka i rozebrać się.
Związek jest wtedy, kiedy nie musicie się pytać o zgodę na wyjście, kiedy każdy
dzień przynosi coś ekscytującego. Kiedy siedzicie na kanapie i czytacie różne
książki, a kot wierci się między nogami i nie daje odpocząć. Związek jest
wtedy, kiedy siedzisz na wieczorze kawalerskim przyjaciółki i jedyne o czym
myślisz to to, żeby tym rozbierającym się facetem był twój mężczyzna. Kiedy
patrzysz się w jego oczy i nie widzisz nic poza sobą. Kiedy on cię przytula, a
ty czujesz się jak w najbezpieczniejszym miejscu na ziemi. Kiedy nie boisz się
jej pocałować po lodzie i kiedy nie wyobrażacie sobie przyszłości bez siebie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz