Mniej więcej raz na 4 miesiące w moim życiu nadchodzi
przełomowa chwila, w której stwierdzam, że mam dość ludzi, grania w debilne gry
na telefonie, facebooka, instagrama, tindera i nawet youtuba. Do tego jestem właśnie
mega wkurzona albo generalnie poirytowana wydarzeniami zeszłych tygodni i
postanawiam poprawę. W tym celu zakładam dres i zniszczone konwersy, które
przeżyły podwójny Woodstock, zakładam słuchawki, puszczam w moim mniemaniu
muzykę odpowiednią do uprawiania aktywności fizycznej i wybiegam w miasto.
Właśnie dzisiejszy wieczór upłynął mi pod znakiem biegania.
Dobra, dreptania. Dobra, przyznaję się, po kilometrze zaczęłam wypluwać
przepalone płuca i zmieniłam tempo na szybki marsz. Dodatkowo przewiałam sobie
ucho, więc musiałam wyjąć z niego słuchawkę i założyć na głowę kaptur. W
rezultacie wyglądałam jak Dementor z Pragi Północ. Ale za cel postawiłam sobie
dojście do biedronki na Dolnej, co w końcu mi się udało. Właściwie podróż
zajęła mi 20min, a w tych 20min zmieściła się nawet rozgrzewka. I tutaj kolejne
rozczarowanie, przestałam dosięgać głową do kolan na wyprostowanych nogach.
Znaczy dosięgam, ale gratis do tego wyczynu dostaję świadomość istnienia
wszystkich mięśni w łydkach i udach, co w przypadku leżenia na kanapie od
czerwca jest niezbyt przyjemne.
W końcu udało mi się dojść do biedry, która na szczęście nie
była jeszcze zamknięta. Zaczęłam bardzo ładnie, kupiłam sałatkę z mozzarellą i
pomidorem, stwierdziłam bowiem, że moja ulubiona z kurczakiem ma ciężki sos
(który jest kurewsko dobry, ale BIEGAŁAM i nie mogłam tego zmarnować). Potem
było jeszcze lepiej, podeszłam nawet do działu owoce i zastanawiałam się nad
awokado. Następnie wybrałam bułkę z dynią zamiast chamskiej i prostackiej
kajzerki za 19gr. Niestety, zaraz za pieczywem był mój ukochany wręcz dział dań
gotowych. Nie wiem jak to się stało, ale nagle w moich dłoniach znalazła się
pizza z kurczakiem. Potem kupiłam jeszcze tylko mozzarellę (była za 1,91zł,
polecam gorąco) i udałam się zadowolona do kasy. W końcowym rachunku przewagę
mają rzeczy zdrowe, więc wygrałam te zakupy.
A do domu wróciłam autobusem.
W drodze powrotnej wpadłam też na genialny pomysł, jak mogę
połączyć powrót do formy z polepszeniem kondycji i walką z jesienną depresją.
Możliwe odpowiedzi:
a)
Kupno psa
b)
Rzucenie się pod Inspiro
c)
Znalezienie miłości życia
d)
Alkohol i inne używki
Kto zgadnie wygrywa pierogi, które mam zamiar zrobić w
przyszłą niedzielę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz