niedziela, 11 października 2015

alternatywna aktywność fizyczna

Mniej więcej raz na 4 miesiące w moim życiu nadchodzi przełomowa chwila, w której stwierdzam, że mam dość ludzi, grania w debilne gry na telefonie, facebooka, instagrama, tindera i nawet youtuba. Do tego jestem właśnie mega wkurzona albo generalnie poirytowana wydarzeniami zeszłych tygodni i postanawiam poprawę. W tym celu zakładam dres i zniszczone konwersy, które przeżyły podwójny Woodstock, zakładam słuchawki, puszczam w moim mniemaniu muzykę odpowiednią do uprawiania aktywności fizycznej i wybiegam w miasto.
Właśnie dzisiejszy wieczór upłynął mi pod znakiem biegania. Dobra, dreptania. Dobra, przyznaję się, po kilometrze zaczęłam wypluwać przepalone płuca i zmieniłam tempo na szybki marsz. Dodatkowo przewiałam sobie ucho, więc musiałam wyjąć z niego słuchawkę i założyć na głowę kaptur. W rezultacie wyglądałam jak Dementor z Pragi Północ. Ale za cel postawiłam sobie dojście do biedronki na Dolnej, co w końcu mi się udało. Właściwie podróż zajęła mi 20min, a w tych 20min zmieściła się nawet rozgrzewka. I tutaj kolejne rozczarowanie, przestałam dosięgać głową do kolan na wyprostowanych nogach. Znaczy dosięgam, ale gratis do tego wyczynu dostaję świadomość istnienia wszystkich mięśni w łydkach i udach, co w przypadku leżenia na kanapie od czerwca jest niezbyt przyjemne.
W końcu udało mi się dojść do biedry, która na szczęście nie była jeszcze zamknięta. Zaczęłam bardzo ładnie, kupiłam sałatkę z mozzarellą i pomidorem, stwierdziłam bowiem, że moja ulubiona z kurczakiem ma ciężki sos (który jest kurewsko dobry, ale BIEGAŁAM i nie mogłam tego zmarnować). Potem było jeszcze lepiej, podeszłam nawet do działu owoce i zastanawiałam się nad awokado. Następnie wybrałam bułkę z dynią zamiast chamskiej i prostackiej kajzerki za 19gr. Niestety, zaraz za pieczywem był mój ukochany wręcz dział dań gotowych. Nie wiem jak to się stało, ale nagle w moich dłoniach znalazła się pizza z kurczakiem. Potem kupiłam jeszcze tylko mozzarellę (była za 1,91zł, polecam gorąco) i udałam się zadowolona do kasy. W końcowym rachunku przewagę mają rzeczy zdrowe, więc wygrałam te zakupy.

A do domu wróciłam autobusem.

W drodze powrotnej wpadłam też na genialny pomysł, jak mogę połączyć powrót do formy z polepszeniem kondycji i walką z jesienną depresją.
Możliwe odpowiedzi:
a)      Kupno psa
b)      Rzucenie się pod Inspiro
c)       Znalezienie miłości życia
d)      Alkohol i inne używki

Kto zgadnie wygrywa pierogi, które mam zamiar zrobić w przyszłą niedzielę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz