sobota, 1 lipca 2017

Jak ujebać studia, część I

Od pamiętnego marca minęły pełne trzy miesiące. W tym czasie skończyłam pracę, będąc pierwsze 24h na bezrobociu, czuję najsłodszą od dłuższego czasu satysfakcję. Do tego upierdoliłam studia. Tutaj przeciwnie, uczucie zbliżone do przecięcia mojego biednego ego tasakiem. Tępym.

Mamy więc pierwszy dzień najbardziej deszczowego miesiąca w Polsce, a ja siedzę nago z pudełkiem pizzy na Anielewicza, co kilka godzin leniwie odpalając marlboro golda od prawie już niedziałającej zapalniczki, słuchając po raz setny "Jaśniej" Zalewskiego. Oczywiście, że w tym momencie powinnam zaczęć się pakować, posprzątać (excuse moi exchange), przelecieć szmatą dwie lodówki i płytki i panele. Wyrzucić butelki po cydrze, pudełka po bismartach, puste paczki szlug, posegregować pranie na to, które zostawić, a to, które biorę ze sobą do Azji.

No własnie, siedzę tutaj teraz w Warszawie jak Tost w klatce (dla ignorantów: Tost to moja kawia domowa), a już za niecały miesiąc, właściwie 26 dni, wyląduję w jebanym Hanoi, wokół mnie będzie jakieś milion owadów, trylion stopni, pora deszczowa, będą mnie próbować przejechać skutery i użreć robaki, których sprzedaż na targowiskach zasila roczny budżet wietnamskiej rodzinki.

Jest to dla mnie tak absurdalne i abstrakcyjne, że nadal w to nie wierzę. Wolę siedzieć we wspomnianej wcześniej pozycji, z hawajską, zamawiając kolejną parę butów. Właśnie, o ile nigdy wcześniej nie byłam fanką kupowania przez internet, to ostatnio lekko odpływam. Apogeum nastąpiło kilkadziesiąt minut temu, dokładnie zakupieniem janoskich na promocji w najku, No bo po co kupić sto misek ryżu, jak można kupić kolejną parę trampek?

Idziemy zaraz na brutaż. Nie mam za chuja pojęcia, czym jest to wydarzenie/zjawisko/cokolwiek, ponieważ pojecie nie występuje w urban dictionery. Każdy słyszał, nikt nie potrafi wytłumaczyć. Postanowiłam więc przekonać się na własnej skórze o co chodzi.

Z nowości u mnie to tyle, raczej wolę kopać w przeszłości i zadawać sobie co kilka chwil pytanie co do cholery w tym roku poszło nie tak? I oczywiście słuchać KRÓLOWEJ ŁEZ, BO TO JA, TO WŁAŚNIE JA, KRÓLOWA ŁEZ, KRÓLOWA STRAT UMIERA SIĘ TEN PIERWSZY RAZ BY ZACZĄĆ LICZYĆ LEPSZY CZAS

Tak jak u Hani w pokoju, na tablicy wisi zdjęcie z podpisem:

człowiek z życiu umiera kilka razy, w tym najstraszliwsza jest pierwsza śmierć, w wieku 20 lat

No mnie to dopadło dwie wiosny później


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz