wtorek, 6 lutego 2018

Jak starać się nie ujebać studiów część I

Jadę, biegnę, turlam się, czołgami, podchodzę, dreptam i spierdalam. Uciekam od wszelkich konsekwencji moich zachowań, destrukcyjnych i nieprzemyślanych. Udaję, że wszystko będzie w porządku, jeśli pójdę spać i nadejdzie kolejny dzień. W ramach takiej postawy coraz mniej mnie w sobie, tracę czucie, kontrolę i poczucie posiadania władzy nad swoim mózgiem i ciałem. Czasami zdarza mi się ekstrakcja i wtedy staje koło siebie i zastanawiam się, co ja do kurwy nędzy i chuja pana robię. Dlaczego zamiast spełniać się kreatywnie, cieszyć się życiem i kochać się na plaży, babram się wiecznie narzekająca i smutna, nafaszerowana od ponad roku antydepresantami, które chyba powinny inaczej działać w cały czas tym samym punkcie, w którym utkwilam pewnie z 7 lat temu.
Jakaś rodzina właśnie wyjebała mnie z miejsca w pociągu, bo są rodziną, a ja używam czteroosobowego stolika do rozwalenia swoich rzeczy, w tym spódniczki, zmielonej razem z rajstopami i bluzką w szmacianej torbie z kaktusami, oglądająca na YouTube jak robić żelowe paznokcie w domu i dlaczego to lepsze niż wizyta u kosmetyczki. A oni przychodzą z dziećmi, których nienawidzę i mówią że mam iść. Potem z okazji opóźnienia dzieci dostają wafelka. Nienawidzę ich jeszcze bardziej, bo ja jestem cholernie głodna. Zmoczony w tłuszczu kurczak z knajpy o słodko brzmiącej nazwie Ha Noi, zabił moje atawistyczne pragnienie szybkiego uzupełnienia poziomu zapychaczy w organiźmie tylko na chwilę.
Pociągi są świetne, ma się poczucie ucieczki. Egoistycznie, nie myśląc o nikim innym, zostawiając swoje poszarpane serce i płuca, można do niego wsiąść i spierdolić w góry, albo do jakiejś mazurskiej miejscowości z jeziorem, w którym pan Marek prowadzi od 48 lat bar u Marka i przez 48 lat działalności gospodarczej nie zmienił ani wystroju, ani menu. Może mając szczęście pan Marek ma starego, który jest fanatykiem wędkarstwa i dzięki temu pstrąg, który wyląduje na talerzu będzie najlepszą rybą, jaką ostatnio jadłeś. Może pan Marek po 48 latach prowadzenia baru rozstał się tydzień wcześniej z żoną, bo suka zdradzała go z Jarkiem, dostawcą gazu do kuchenek. Kiedy on szedł na piwo do knajpy u Bożenki, ona zostawała w domu i przyjmowała faktury za gaz, dziękując za ten dar zbyt szczodrze.
Kontekst potrafi się zmienić w 5 sekund. Dlatego wciąż mam nadzieję, że mój również ulegnie zmianie. Że przez intensywność i szybkość i brak odwracania się, w końcu osiągnę punkt, w którym stwierdzę, że właściwie jest ok. Że już mogę się uspokoić, spakować neurotyzm do walizki i wysłać do kraju, w którym szybko jest zwalczany piękną pogodą i winem. Takie Włochy, Hiszpania, Grecja. I co z tego, że kryzys? Dopóki wszyscy są szczęśliwi, może sobie być kryzys, a ja otworzę kolejną buletkę i poczęstuję się oliwką.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz