Nic mnie tak nie przeraża, jak końcówka roku.
Presja tworzenia podsumowań, list hitów, przebojów,
zestawień najlepszych lakierów do paznokci i kochanków, top 100 miejscówek z
burgerami.
Tu byłam, to zrobiłam, tu masz zdjęcie z Sycylii, tu z
Ukrainy, tu z Kanarów a tam jestem w Portugalii. Dostałam pracę, rzuciłam
pracę, poznałam kogoś, zatopiłam się w wodospadzie łez na miesiąc. Weszłam na
klif, na który nigdy bym nie weszła, spierdoliłam się ze schodów i rozwaliłam kolano.
Mam sprawę w prokuraturze, mandat na 600zł i nieobroniony dyplom.
W lato spałam nago na podłodze, bo było za gorąco na
ruszenie końcówką palca. W zimę przykryłam się dwoma kołdrami i wtuliłam w
podłużną poduszkę, która ma dawać namiastkę drugiego człowieka.
Rzuciłam leki, stwierdziłam że nie są już mi do niczego
potrzebne, że w sumie powinnam być szczęśliwym człowiekiem i dram nastoletnich
miał nastąpić koniec. Leżę z bólem głowy, jednak nie jest to ból z
przemęczenia, niewyspania, hałasu, chorych zatok czy stresu. To ból zbierający
się w ostatnie dni, pokazujący jak bardzo kolejny rok znowu mi dokopał, a ja,
ofiara losu, skulona w kłębek księżniczka znowu pytam się świata czemu jest
taki okrutny, skoro ja mam serce na ręce gotowe do oddania.
Zawsze byłam naiwna i ta naiwność poskutkowała wczesnym
pogrzebem. Nie moim, tylko osób, którym ufałam/wierzyłam że się zmienią. Pełna
wielkich idei i planów byłam przekonana, że dzięki mnie, Joannie d’Arc
zrozumieją swoje błędy i docenią. Ja generalnie mam świetne pomysły jeśli
chodzi o życia innych ludzi, problemy pojawiają przy moim własnym.
Powiedzieć, że jestem zagubiona, to jakby stwierdzić że na
wojnach to w sumie mało osób ginie. Jestem w totalnej ciemni, nie mając pojęcia
co przyniesie kolejny miesiąc, nie mając w perspektywie szczęśliwych chwil, biletów
na samolot, wiary w picie za lepszy czas. Mam kilka świateł w tunelu, ale moja
paranoja krzyczy, że zaraz zgasną.
Moje postanowienie na 2019 to o siebie dbać. Szanować swoje
zdrowie, wybory, uczucia, nie wpadać znowu w miejsca i sytuacje, na które tak
naprawdę nie mam żadnej ochoty. Być szczera z samą sobą i wyzbyć się przekonania,
że zbawię cały świat. Bo dopóki ja nie zbawię sama siebie, to i tak nic nie
zrobię.
If you don’t love yourself, how the hell you can love
anybody else?
Can I gen an AMEN?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz