wtorek, 16 kwietnia 2013

Styl to prosty sposób powiedzenia rzeczy skomplikowanych


"Jak Cię widzą, tak Cię piszą"
"Moda przemija, styl pozostaje" - Coco Chanel
"I don't do fashion. I am fashion." - Coco Chanel
"Modę można kupić. Styl trzeba mieć." - Enda Woolman Chase
"Prostota jest szczytem wyrafinowania." - Leonardo da Vinci
"Styl to prosty sposób powiedzenia rzeczy skomplikowanych." - Jean Cocteau
"To szata zdobi człowieka. Ludzie nadzy mają małe wpływy w społeczeństwie albo wręcz nie mają żadnych." - Mark Twain


Dobra, wystarczy cytatów. Dzisiaj o moich ulubionych ubraniach, bez których zdecydowanie nie wyobrażam sobie tygodnia w określonej porze. Moje must have zawsze i wszędzie :D

Ulubione ubrania, bez których chodziłabym cały dzień w piżamie.

Podstawą dla mojego obecnego stylu są zdecydowanie ciemne spodnie. Przez ostatni rok z wielką namiętnością nosiłam na przemian czarne rurki i czarne bardzo obcisłe rurki. Teraz przerzuciłam się na granatowe rurki rurki, które pasują do praktycznie wszystkiego, mi się udało je upolować w bershce za 39 zł na przecenie i oceniam to jako najlepsza okazja tego roku.





Jak widać genialnie się sprawdzają w bojowych sytuacjach (czyt. osiemnastki w kuchni z gyrosem, czy też w pkp podczas ukrywania piwa, które służyć zapewne miało jako znieczulenie na podróż pięknymi, dolnośląskimi kolejami). Nie prezentują się przyzwoicie na wieszaku, bo po prostu je zdjęłam z tyłka i jako leń totalny nie pokwapiłam się po żelazko. Nevermind, dla mnie są teraz absolutnie niezastąpione.


Następną rzeczą jest upolowany przez moją mamę stosunkowo niedawno kardigan (męskimęskimęski). Szary z bordowymi lamówkami, coś na kształt typowej koledżówki stał się pierwszym wyborem, jeżeli chodzi o swetry. Albo po prostu leży zawsze na wierzchu :D




Mam manierę podwijania rękawów, czy to trencz, czy to sweter, sposób godny polecenia, chyba że reprezentujesz subkulturę emo. Również nie prezentuje się wyjątkowo, bo został zdjęty ze mnie sekundy przed zrobieniem zdjęcia na tle mojej super ściany :D



Nad kolejną rzeczą nie będę się dłużej rozwodzić, jest cudowna, ciepła i ma na plecach krzyż the xx i została najlepszym dealem świata <3






Następna część mojej garderoby to szary płaszcz parka, który znalazłam 2 lata temu w holenderskim c&a na przecenie (tak wiem, całe moje życie to przeceny), dałam za niego 25 euro i jestem przezadowolona. Idealnie się komponuje się z każdym outfitem, jest niezobowiązujący i dodaje nonszalancji. Cholernie wygodny i łatwy w użytkowaniu dla osoby, której nie chce się nawet zapinać zamka + kiedy się pobrudzi, to i tak nie widać xD





Jak widać również nadaje się na milion okazji, od Litwy po piwo na murku z najkochańszą klasą <3




Teraz dochodzimy do koszulki, w sumie mgiełko zwiewnego czegoś w pseudoazteckie wzory z h&m, materiał jest beznadziejny, moje włosy szaleją pod jego wpływem, ale mimo wszystko - uwielbiam. Za to, że nie jest prześwitująca, za własnie te wzory, za kołnierzyk i za delikatność. Od razu do kompletu naszyjnik w już nie pseudo, a azteckie wzory (chyba muszę zrobić o nich osobną notkę, ogólnie o Peru jako moim dream holiday destination). Tally wail, po przecenie wyszło 17zł (trollface :D)



Jako, że to moja jedna z niewielu tak kobiecych części garderoby, to i tak ją uwielbiam!




Ostatnią rzeczą ubraniową będzie zrobiona przeze mnie ostatnio koszulka z namalowanymi Insygniami Śmierci (kto nie wie o co chodzi, odsyłam do 7 części Harrego Pottera). Około północy naszła mnie wena na zrobienie czegokolwiek, po obejrzeniu tutoriali na yt zapradnęłam jeszcze bardziej coś stworzyć. Pogrzebałam w szafie i znalazłam zwykłą, białą koszulkę, zapewne z lumpa, wyjęłam farbki olejne, blok techniczny, nożyk do papieru, ołówek, linijkę i cyrkiel i przystapiłam do działania. Wycinanie tego wzoru okazało się masakrą, pół godziny wykreślałam idealnie linie, po czym to wszystko trzeba było wyciąć a następnie przymocować do koszulki. Tragedia. Do tego malowałam ją jedną ręką (druga zgięta w łokciu, kierująca telefon do ucha), ale efekt mnie absolutnie zachwycił. Do tego okazało się, że pranie nie zrobiło na niej wrażenia, wzór jak był tak jest a sama mam satysfakcję z udanego DIY.



+ obowiązkowo podwinięte rękawki :D




To teraz przechodzę do akcesoriów, wrzucę je wszystkie do jednego akapitu. 
Więc po pierwsze: okulary! okrągłe to holenderski c&a w poprzednie wakacje, chyba 2 euro, za to czarne zostały dołączone do perfumu Lady Gaga - Fame <3
Po drugie: plecak w azteckie wzory, sprowadzany z Londynu z primmarka, zakochałam się w idealnym ułożeniu wzorów, w tym, że dodatkowo jest ciemnobrązowa skóra oraz jest mega wielkim workiem potrafiącym zmieścić książki, ubranie do Wrocławia czy też kilka pereł :D
Po trzecie: czarne konwersy (pozdrowienia dla Kai, która również zdecydowała się na ten genialny zakup) do kostki. Nosiłam je lato, jesień, zimę, teraz przeżyją ze mną wiosnę. Były w pogo, w błosie, w śniegu, przeżyły niejedną partię flanek, poobcasowych imprez, powrotów do domu, mrfów. Są i były ze mną wszędzie, kocham je całym sercem, kupione w Holandii w Eindhoven, jako prezent od wujka (rodzice, bierzecie przykład :c) to chyba najcudowniejszy podarunek jaki dostałam, jestem z nich mega zadowolona, bo po prostu są genialne. To moja druga para konwków, 2 lata temu kupiłam również w Holandii niebieskie. Buty bogów, nic innego nie mam do powiedzenia, vansy mogą ssać ze swoimi rozwalającymi się podeszwami (pozdrowienia w tym momencie dla Sabiny i jej authenticów).








nadprogramowe zdjęcie seksownej skarpety



zdjęcie z wczoraj, jestem z niego całkiem dumna :D

 To by było na tyle, podsumowywując, to są właśnie rzeczy, bez których moja garderoba byłaby niekompletna i nadal zastanawiałabym się "co na siebie dzisiaj włożyć". To swojego rodzaju bazy, które pomagają wykreować własny styl pozostawiając miejsce na trendy sezonu. Ale o tym kiedy indziej :D


PS, Sabina nawróciła się na szczęście na konwy I CHWAŁA JEJ ZA TO :D



od razu daję TEKST :3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz