Ostatnio włącza mi się tryb kobiety, więc na wieść o promocji w rossmanie od razu do niego pobiegłam, na szczęście z mamą, bo inaczej kupiłabym jeden lakier xd Zachęcona vlogerkami, a szczególnie redlipsticmonster, któą totalnie uwielbiam i która w dużej mierze jest odpowiedzialna za powiększenie mojej kosmetyczki do takich rozmiarów, że musisałam przenieść narzędzia zbrodni do pudełka po konwkach. Jednak po fali zakupów czuję się szczęśliwym i zrealizowanych człowiekiem, więc stwierdziłam że podzielę się tą radością z wami, a może nawet sami coś upolujecie. Od razu mówię, że wszystkie zdj robione są telefonem, bo nie chce mi się bawić z aparatem na pokazanie czegoś w milionach pikseli, co kazdy może znaleźć na drogeryjnych półkach. No i mam 3 dni do matur, to tym bardziej zachęca do pisania notek.
Pierwszym zbawieniem (w sumie mojej mamy, ale pomagałam jej wybrać, w sumie kazałam i i tak będe kraść) jest ten cudowny tusz z maxfactor. Co ciekawe, ma szczoteczkę z bardzo krótkimi włoskami sylikonowymi, które pozwalają osiągnąć naprawdę spektakularny efekt. I o ile poza promocją nie mogłabym sobie na niego pozwolić (albo mama by mnie wyśmiała), o tyle 25zł to śmieszna cena za tak przyzwoity produkt.
Kolejnym tuszem, który upatrzyłam u koleżanki jest ten z miss sporty, wersja wodoodporna. On ma za to szczotkę jak do czyszczenia toalety, ale zadziwiająco precyzyjnie można nim pracować. Jest zdecydowanie pogrubiającym tuszem, jednak ma problem z osypywaniem, ale za produkt do 10zł spełnia moje oczekiwania. Tym bardziej polecam dorwać go na promocji za niecałe 5zł.
Moja miłość, coś co zobaczyłam na wielu blogach i wciąż miałam pragnienie kupna, color tattoo z maybelline w kolorach 40 - pernament taupe i 35 - on and on bronze. I tutaj również miałam szczęście, bo akurat leżały na półce dwie ostatnie, czekające na mnie sztuki. 40 mam zamiar robić sobie brwi, bo jest matowa, natomiast 35ątka to idealne rozwiązanie kiedy nie chce się robić wyszukanego makijażu, albo ma się 5 minut na wyjście. Połyskuje i mieni się cudownie, pieknie odbija światło i kojarzy mi się z jakimś metalem. w promocji 13zł/sztuka.
Dior, Pure Poison. Nie jest to rzecz z rossmana, nie jest to nawet rzecz nowa, jednak odkryłam ją ostatnio, podczas szperania u babci w pokoju. Perfum piękny, słodki, jednak dla niektórych właśnie zbyt babciowy. Mi się mega podoba i psikam się nim kiedy ubieram się bardziej retro/kobieco. Z perfum używam też Gagi Fame, ale jest on zarezerwowany raczej na większe wyjścia lub beznadziejny humor. No i letnia puma sync, którą w rossmanie dorwać można, w sumie Gagę też, więc polecam przynajmniej powąchać, wszystko jest słodkie, od razu uprzedzam :3
Bourjois, 123 perfect. Nie będę się rozpisywać nad tym podkładem, bo nie mam na tyle niedoskonałości, żeby mógł się jakoś specjalnie wykazać. Jak na moje małe potrzeby uwzględniające zamaskowanie rumieńca i charakterystycznego dla mnie czerwienienia się podczas każdej możliwej okazji no i może trochę cieni pod oczami, sprawdza się dobrze. Podoba mi się to, że nie jest na tyle kryjący żeby zasłaniał piegi, co jest dla mnie ważne, bo inaczej czułabym się jak w masce. Miła pompka i konsystencja, za to rozprowadzanie jest trochę ciężkie. Jeżeli ktoś potrzebuje podkładu, to teraz w rossmanie przecenione są podkłady z revlonu, które wielbię, ich wadą jest jednak brak pompki, dostaje się po prostu słoik z którego ciężko wylać odpowiednią ilość i nie jest zbyt hiegieniczny.
Meet my cat. Now you can meet my new stay blushed blush by rimmel. Kolor 003 peach flush, jestem absolutnie zakochana w sposobie nakładania i odcieniu, który jest zdecydowanie uniwersalny. Długo już szukam ładnego pamarańczu na policzki, ten jest niesamowicie świeży i letni, plus!
Starą, biało-szaro-czarną paletkę z eveline mam jakoś od pół roku i nie narzekam, jak na 4 cienie o dużej gramaturze są zdecydowanie warte swojej ceny, która nie jest ani trochę wygórowana. Trochę się obsypują, ale jestem zakochana w tych kolorach i dla amatorki jest to wystarczający zestaw, przynajmniej dla mnie ;d
Miałam już je dwa, cieńki pędzelek to największy atut, jak na osobę która eyelinera używa raz na tydzień, mogę śmiało polecić. Wibo, 4,5zł na promocji.
Kolejna rzecz, czyli puder prasowany affinitone z maybelline w kolorze 03 light sand beige. Ślicznie matuje, chociaż trochę podkreśla suche skórki wokół nosa. Podoba mi się praktyczne opakowanie z lusterkiem i gąbeczką, która nie jest najbadziewniejsza. Ogólnie jestem zadowolona, chociaż nic nie prześcignie mojego sypkiego pudru mineralnego z bare minerals, który jest moim kosmetykiem no. #1 forever.
Do tego standardowo po każdej wizycie w rossmanie, zakupiłam jelly beansy, bo jedząc je czuję się jak z harrego pottera jedząca fasolki :3
Jako że czas leci a ja nadal siedzę w romantyźmie, pozdrawiam bardzo z migdałowym winem pod ręką (najpyszniejsze na świecie) i kotem, który leży w tej samej pozycji od conajmniej 4 godzin, wpasowuje się w moje standardy C:
xoxo














Brak komentarzy:
Prześlij komentarz