sobota, 22 listopada 2014

Varsovielove

Nie wiem jakim cudem, ale nie pisałam tu od maja,  co daje jakieś pół roku przerwy od mojego dziecka. Dlatego właśnie nie nadaję się na matkę, bo zapominam o całkiem istotnych rzeczach. W sumie nie mam nic interesującego do napisania, żadnego konkretnego wątku do poruszenia, nie mam też kaca a co za tym idzie przypływu kreatywności. Weekend, ja z winem w domu. Do wina dorzucone zostały wyrzuty sumienia, bo mam 40zł do końca miesiąca a ostatnie pieniądze wydaję na alkohol. I na jedzenie, jem za dużo, nieekonomicznie, zdecydowanie niezdrowo. Śpię 13 godzin, śni mi się, że jestem w ciąży po imprezie na 11 listopada, nosząc czerwona sukienkę w cekiny biegam wzdłuż przepaści z moim ślicznym rudym dzieckiem na rękach, żeby zrobić zdjęcia, nagle jestem na boisku starego gimnazjum i śpiewam hymn, ale męczona przeciuciami wracam do domu a tam ojciec dziecka, którego twarzy nie pamiętam, je swoją kochankę, bo zamienił się w zombie i miał twarz pokrytą starą skórą. A potem przyjeżdżają ze szpitala psychiatrycznego dwoma samochodami i każą mi wybrać kolor, do którego ma być zabrany mój chłopak. Tak, to koniec, reakcja każdego, kto słyszał wytwory mojej nocnej podświadomości, była podobna do twojej.
Obkleiłam szafę katalogiem z Ikei i z biedronki z włoskiego tygodnia, nie dałam za to ani grosza, a wygląda obłędnie. To był jeden z tych pijanych pomysłów, który okazał się być absolutnie genialny. Kolejnym jest mycie pałacu kultury szczoteczką do zębów i domestosem. A odcinając się od drunk ideas, muszę pojechać do Rembertowa i znaleźć miejsce, w którym urodziła się i mieszkała moja babcia w czasie drugiej wojny. Taka mała refleksja w odnajdywaniu swoich przodków. Znowu wraca mi sarkazm, wspaniale, teskniłam za tobą kochanie.
A już totalnie odbiegając od czasów wojennej Warszawy, poszłabym z kimś miłym na gorącą czekoladę. Albo na wino. Albo na seks i blanta, na blanta i seks albo na blanta, seks i blanta.

Bardzo przepraszam za literówki, ale piszę na nawiedzonym telefonie, który wpadł do jeziora, bo laptop się połamał, kocham moje życie, xoxo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz