Nie wiem jakim cudem, ale nie pisałam tu od maja, co daje jakieś pół roku przerwy od mojego dziecka. Dlatego właśnie nie nadaję się na matkę, bo zapominam o całkiem istotnych rzeczach. W sumie nie mam nic interesującego do napisania, żadnego konkretnego wątku do poruszenia, nie mam też kaca a co za tym idzie przypływu kreatywności. Weekend, ja z winem w domu. Do wina dorzucone zostały wyrzuty sumienia, bo mam 40zł do końca miesiąca a ostatnie pieniądze wydaję na alkohol. I na jedzenie, jem za dużo, nieekonomicznie, zdecydowanie niezdrowo. Śpię 13 godzin, śni mi się, że jestem w ciąży po imprezie na 11 listopada, nosząc czerwona sukienkę w cekiny biegam wzdłuż przepaści z moim ślicznym rudym dzieckiem na rękach, żeby zrobić zdjęcia, nagle jestem na boisku starego gimnazjum i śpiewam hymn, ale męczona przeciuciami wracam do domu a tam ojciec dziecka, którego twarzy nie pamiętam, je swoją kochankę, bo zamienił się w zombie i miał twarz pokrytą starą skórą. A potem przyjeżdżają ze szpitala psychiatrycznego dwoma samochodami i każą mi wybrać kolor, do którego ma być zabrany mój chłopak. Tak, to koniec, reakcja każdego, kto słyszał wytwory mojej nocnej podświadomości, była podobna do twojej.
Obkleiłam szafę katalogiem z Ikei i z biedronki z włoskiego tygodnia, nie dałam za to ani grosza, a wygląda obłędnie. To był jeden z tych pijanych pomysłów, który okazał się być absolutnie genialny. Kolejnym jest mycie pałacu kultury szczoteczką do zębów i domestosem. A odcinając się od drunk ideas, muszę pojechać do Rembertowa i znaleźć miejsce, w którym urodziła się i mieszkała moja babcia w czasie drugiej wojny. Taka mała refleksja w odnajdywaniu swoich przodków. Znowu wraca mi sarkazm, wspaniale, teskniłam za tobą kochanie.
A już totalnie odbiegając od czasów wojennej Warszawy, poszłabym z kimś miłym na gorącą czekoladę. Albo na wino. Albo na seks i blanta, na blanta i seks albo na blanta, seks i blanta.
Bardzo przepraszam za literówki, ale piszę na nawiedzonym telefonie, który wpadł do jeziora, bo laptop się połamał, kocham moje życie, xoxo
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz