Sesja jeszcze się nie zaczęła, a ja już czuję się totalnie wykończona i zdemotywowana do jakiejkolwiek nauki. Mam za zadanie napisać 1500 słów o wyborach, które jebią mnie bardziej niż fotografowie modelki. Nie znam się na polityce i nie chcę się znać, Nie interesuje mnie, kto chce zostać prezydentem, chociaż i tak chodzę do urny, żeby nikt nie powiedział mi potem, że jak nie głosuję to nie mam jak liczyć na zmiany. I tak nic się nie zmieni, dopóki pokolenie nad nami nie wymrze. Przykład? Ok, idę dzisiaj do kerfa, który znajduje się wyżej niż dalej, zjeżdżam z 9 piętra rozwalającą się windą, a na parterze koło skrzynek zebranie ludu, czyli kobiety na mitingu gospodyń wsi warszawa dyskutujące o najważniejszych wydarzeniach minionego miesiąca. I tak oto przez te 5 sekund, które zajęły mi przejście od schodów do drzwi dowiedziałam się, że wośp to obłudnicy, że teraz się zatrudnia ludzi do mycia okien i że koperek najlepszy w warzywniaku. a proboszcz powiedział, że owsiak jest zły. Wchodzę do sklepu, jakieś sześciesiątki stoją za mną i zawzięcie dyskutują o nowościach na mięsnym. Szkoda, że jedna z nich machnęła nietoperzowym ramieniem i zwaliła puszkę piwa na promocji. Szkoda również, że pani ta poczuła się najwyraźniej zbyt dumna, żeby tę puszkę podnieść, albo przynajmniej poprosić kogoś, żeby podniósł, bo się nie może schylać.
Przeczytałam jeszcze raz to co napisałam i zastanawiam się, gdzie się podziała składnia i jakiekolwiek dbanie o brak powtórzeń.
Zniknęło razem ze słońcem, chęcią życia i zawzięciem do nauki. KILL ME
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz