O 16 wsiadłam w samochód, żeby dojechać do pociągu, który dowiezie mnie do polskiego busa, który przywiezie mnie do autobusu bo metro już nieczynne, który przetransportuje mnie do kolejnego autobusu, którym dojadę do domu. Stawiam, że będzie to godzina 1. Ale ja nie narzekam, sama chciałam Warszawę, która na dłuższą metę okazuje się być kurewsko męcząca, szczególnie w zimę. Ale nie o tym chciałam pisać, między kolejnymi łykami przepysznej kawy z zabielaczem i dwoma cukrami, gapieniem się w autostradę i przydrożne światła, zaczęłam się zastanawiać nad rzeczami, które względnie spokojną mnie, ostatnio naprawdę trudną do wyprowadzenia z równowagi, wkurzają, denerwują i irytują tak, że mam ochotę płakać z bezsilności i przywalić głową w mury NŚ69.
1. Pruderia. Zahamowania w normalnych rozmowach o seksie. Zahamowania w seksie. Krzywe patrzenie na pole dance. Nosz kurwa, czy kobieta nie może być seksowna? No może, jest to wręcz pożądane. Skąd więc to skrępowanie w przebieralni na basenie, jakby nie można zdjąć tego pieprzonego kostiumu i włożyć bielizny i tym samym zaoszczędzić czas w szukaniu przebieralni, w czajeniu się pod ręcznikiem żeby tylko druga laska nie zobaczyła czegoś, co sama ogląda codziennie. Błagam, przestańmy, spraw mi przyjemność i pokaż cycki!
2. Przesiadki podczas podróży. To takie samo marnowanie czasu jak okienka. Bezproduktywnie spędzony czas na bieganiu z bagażami i przesiadywaniem w mc. Dobra, mc jest wspaniały, cofam. Ale to, że trzeba być odpowiednio wcześnie i pod to planować podróż jest beznadziejne.
3. Moje piękne buty, które obcierają mi stopy od 2 miesięcy. Musiałam przykleić ogromne plastry na ścięgno Achillesa i jest cudnie, szkoda, że nie mam ze sobą codziennie apteczki.
4. To, że moda przestała być czymś innowacyjnym i charakteryzującą daną dekadę, a zaczęła być miksem wszystkiego z lat poprzednich. To, że haute couture robi się za bardzo ready to wear.
5. W tym momencie wkurza mnie też fakt, że muszę skorzystać z toalety i tym samym czeka mnie wycieczka przez pół busa i schody. W nagrodę dostanę metr kwadratowy, w którym muszę się schylać, żeby nie przyjebać głową w sufit. Sufit? Kawałek plastiku dotykajacego moje włosy, które w końcu udało się umyć, uczesać i utrzymać w stanie stosunkowego ładu przez okres dłuższy niż dwa dni.
6. Gładko przeszłam do kolejnego tematu, jakim są te wiązki kolagenu na mojej głowie. I chociaż od ostatniego miesiąca jestem szczęśliwą posiadaczką tangle teezera, co oznacza, że czas w jakim z fryzury czarownicy potrąconej przez tira, przegryzionego przez lisy w lesie, wytarzanej w błocie i na koniec zrzuconej z wodospadu skrócił się z godziny do trzydziestu minut, to nadal pozostaje niemal moralny dylemat, co mogę, a czego nie z nimi zrobić. Nie zetnę, bo szkoda długości, nie przefarbuję, bo kolor idealny. Mój jedyny argument, czyli chęć zmiany zderza się z moją mamą a tym samym funduszami na fryzjera. Ooo, wkurwia mnie też, że fryzjerzy za ścięcie i farbowanie bardzo długich włosów biorą coś koło 300zł. A potem chodź sobie co miesiąc na odrosty.
Na razie to chyba tyle, facet mający najlepsze miejsce w busie wychodzi w Łodzi, więc zaraz sprytnie wskoczę na jego miejsce, chociaż z drugiej strony nie chce mi się ruszać. Ok, przesiadłam się, teraz widzę cały świat przed sobą. Muszę kiedyś zwiedzić Łódź, nigdy tu nie byłam na dłużej niż 15 minut postoju, ale ten industrialny charakter mnie zdecydowanie pociąga. Ale jak sobie myślę, że w drugą stronę będę musiała jechać pociągiem, bo jakoś wypada świnkę przetransportować, a polski bus jest zły i mi na to nie pozwala, to mi smutno. Serio zwierzaczek o wymiarach 20 na 10 cm, zamknięty w klatce komuś zaszkodzi? Muszę też odwiedzić w końcu Berlin, mieszkam przez całe życie tak blisko tego miasta, aż wstyd, że moja noga tam jeszcze nie stanęła. Idę spać, co nie ma sensu, bo nie zasnę bez łóżka. Od tej reguły są dwa wyjątki, albo jestem tak pijana, albo tak zmęczona. A jak wszyscy pamiętamy, na początku pisania tego tekstu wypiłam wspaniałą kawę, więc szanse na sen wynoszą zero.
Dobra, nara, troszkę was kocham.
Pochwalę się jeszcze tylko, że oprócz jednej 3 mam same 5 i zaliczenia, jestem super.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz