wtorek, 17 listopada 2015

Nicniewnoszące nic

Zauważyłam u siebie niepokojącą tendencję do pisania notek tylko wtedy, gdy jestem wkurwiona, smutna, albo wykończona otaczającymi mnie niedojebami.

Dzisiaj robię wyjątek, bo mimo okropnego bólu pleców i brzucha i stopy, która uszkodziła mi się w pracy. Pracy polegającej na klaskaniu i wstawaniu i tańczeniu, w czym byłam na tyle beznadziejna, że produkcja programu przesiedliła mnie na miejsce, które nie było obejmowane non stop przez kamery. Generalnie jeśli będziecie oglądać grudniowe odcinki Jakiej to melodii, zobaczycie mnie usiłującą zdjąć z twarzy wiecznego bicz fejsa i wmawiającą sobie, że przecież jest super i właśnie zarabiam na litr wódki i pół wina i sześć szlug. No i mimo tej właśnie pracy, ostatnio wyjątkowo szybko zasypiam, budzę niestety wolniej, za to przestałam się przejmować drobnymi rzeczami, które są nawet niewarte sekundy pracy mózgu. Np. głupimi ludźmi.

Najbardziej dumna jestem z przeżywania tej jesieni, normalnie leżałabym skulona pod kołdrą i zamawiała jedzenie na wynos dopóki hajs by się nie skończył i potem ratowała się zupą krewetkową z biedry za 79gr. Normalnie chodziłabym zła i brzydka jak autobus rozjebany przez tira. Normalnie nie cieszyłabym się na święta ani nie doceniała 10 stopni. 

Nie jest normalnie, ale dzięki temu w końcu znudziło mi się ciągłe powtarzanie „nic mi się nie chce, jestem zmęczona, pierdol się UW”. Poza tym miło jest przytulić się do kogoś i wyłączyć cały neurotyzm.


Ta notka nie wniosła nic do waszego życia, sorry not sorry, mogę za to polecić dobry film, kryptonim UNCLE. 8,5/10, polecam, największa kinomaniaczka w historii kinematografii.

2 komentarze: