Zauważyłam u siebie niepokojącą tendencję do pisania notek
tylko wtedy, gdy jestem wkurwiona, smutna, albo wykończona otaczającymi mnie
niedojebami.
Dzisiaj robię wyjątek, bo mimo okropnego bólu pleców i
brzucha i stopy, która uszkodziła mi się w pracy. Pracy polegającej na
klaskaniu i wstawaniu i tańczeniu, w czym byłam na tyle beznadziejna, że produkcja
programu przesiedliła mnie na miejsce, które nie było obejmowane non stop przez
kamery. Generalnie jeśli będziecie oglądać grudniowe odcinki Jakiej to melodii,
zobaczycie mnie usiłującą zdjąć z twarzy wiecznego bicz fejsa i wmawiającą sobie,
że przecież jest super i właśnie zarabiam na litr wódki i pół wina i sześć
szlug. No i mimo tej właśnie pracy, ostatnio wyjątkowo szybko zasypiam, budzę
niestety wolniej, za to przestałam się przejmować drobnymi rzeczami, które są
nawet niewarte sekundy pracy mózgu. Np. głupimi ludźmi.
Najbardziej dumna jestem z przeżywania tej jesieni,
normalnie leżałabym skulona pod kołdrą i zamawiała jedzenie na wynos dopóki
hajs by się nie skończył i potem ratowała się zupą krewetkową z biedry za 79gr.
Normalnie chodziłabym zła i brzydka jak autobus rozjebany przez tira. Normalnie
nie cieszyłabym się na święta ani nie doceniała 10 stopni.
Nie jest normalnie, ale dzięki temu w końcu znudziło mi się
ciągłe powtarzanie „nic mi się nie chce, jestem zmęczona, pierdol się UW”. Poza tym miło jest przytulić się do kogoś i wyłączyć cały neurotyzm.
Ta notka nie wniosła nic do waszego życia, sorry not sorry,
mogę za to polecić dobry film, kryptonim UNCLE. 8,5/10, polecam, największa
kinomaniaczka w historii kinematografii.
Czekamy na więcej!!!
OdpowiedzUsuńBede śledzić Jaka to melodia uważnie!
OdpowiedzUsuń