Oczywiście moja konsekwencja poszła się jebać po jednym dniu, jednak szybko nadrabiam i dzisiaj dodam aż dwa wpisy, za wczoraj i dzisiaj.
TYDZIEŃ PIERWSZY - SAMANTHA JONES
DZIEŃ DRUGI - 02.12.2015
Czego się dzisiaj nauczyłam jako Samantha?
Tego, że mimo złego humoru, trzeba umieć sobie dawać radę. Tego, że jesli się bardzo czegoś chce, to się to dostaje. Tego, że trzeba sobie uprzyjemniać życie i mówić na głos wymagania, bo inaczej nikt nie będzie ich znał, co nie ma najmniejszego sensu. Tego, że bycie kobietą jest jedną z najlepszych rzeczy, jaka przytrafiła mi się w życiu. Troche flirtować, w czym zwykle jestem tragiczna.
Co miałam dzisiaj na sobie?
W ruch poszła moja broń ostateczna, czyli różowa sukienka z głębokim dekoltem (btw, brakuje mi dekoltów w garderobie) i naszyjnik z plastikowymi diamentami. Żeby stonować ten imprezowy look i przenieść go na uczelnię, dołożyłam marynarkę i przewiązałam paskiem, żeby podkreślić figurę. Do tego standardowo obcasy.
Jakich piosenek Samantha słuchałaby rano?
Na pewno feministycznej Beyonce, jakeigoś fancy jazzu (Cheek to cheek na pewno znalazłby się na jej półce), a oprócz tego jakiegoś pokaźnego zbioru typowych songs to fuck.
Co dzisiaj robiłam?
Zdążyłam zjeść śniadanie, co jeśli zdarzy się częściej, niż raz w miesiącu, uważam za sukces. Wypiłam kawę, pomalowałam się, wybiegłam na przystanek, trafiłam na ćwiczenia z retoryki, gdzie prowadząca zapytała się mnie kim jestem i czy nie pomyliłam grup. Jednak akurat na tych zajęciach mieliśmy za zadanie stworzyć przemówienie dziękczynne za otrzymaną statuetkę w jakimkolwiek konkursie. Kiedy nadeszła moja kolej, wygłosiłam płomienną przemowę za otrzymanie tytułu Prowokator Roku. Zaczęłam ją słowami: "właściwie nie dziwię się, że tu jestem". Potem było coś, że na moim miejsu większość osób zaczęłaby dziękować mamie, tacie, kotu, psu, ja natomiast, chciałabym podziękować trzem podmiotom. Mojej śwince morskiej, która swoim piszczeniem podczas ubiegania się o prawo do dostania ogórka nie pozwalała mi zasnąć, butelce Martini, która pomyślnie wspierała mój proces twórczy oraz na koniec przyjaciołom, którzy potrafią mnie porządnie skrytykować, jednak zawsze pilnują, żeby w moich skrzydłach nie zabrakło piór. Na koniec zadedykowałam nagrodę całemu koncernowi, który produkuje Martini. Bez was by mnie tu nie było. Wszyscy się śmiali (i dokazywali), a prowadząca ćwiczenia powiedziała, że "teraz to panią zapamiętam". BENG, Na nastepnych zajęciach miałam prezentację, na której mówiłam o amerykańskim Playboyu, Hustlerze i Cosmopolitanie. Prezentacja była przygotowana tydzień wcześniej, niestety, prowadząca nie przyszła, więc moje materialy leżały odłogiem na Anielewitcha Apartments, gdzie w zesżły wtorek siedziałam do 3, żeby je przygotować. Byłam też na tyle leniwa, ze informacje o Cosmo skopiowałam z amerykańskiej Wikipedii, więc stojąc przy rzutniku wyświetlającym najnowszą okładkę bawiłam sie w tłumaczenie na żywo. Ale poszło mi świetnie, prowadząca stwierdziła, że bardzo dogłębnie wgryźliśmy się w temat i nawet poprosiła o przesłanie archiwalnych okładek Playboya (które znalazłam w artykule i po prostu skopiowałam wszystkie, jak leciało). Następnie wieczorem poszłam na after po Sulejowie, gdzie bawiłam się wspaniale i właśnie to był powód, dla którego notkę wrzucam dopiero dzisiaj. Powiem tylko tyle, you go girl!!!
Co Samantha jadłaby na obiad?
Zastanawiam się nad tym cały czas, bo niestety nie stać mnie (jeszcze) na chodzenie do fancy restauracji, to chyba zadowolę sie zestawem sushi z biedronki. Tym bardziej, ze wczoraj wydalam tyle, ile powinnam wydać przez 3 dni. No ale jak wiemy, na sobie się nie oszczędza.
Jak się czuję w roli Samanthy?

Świetne ! :) Wysilam się żeby naskrobać choć trochę oryginalny komentarz do Twojej oryginalnej notki, ale niestety :P
OdpowiedzUsuńBrakuje seksu
OdpowiedzUsuń