O mojej konsekwencji powoli będzie można napisać jakiś esej, chociaż z drugiej strony ciężko jest pisać o niczym.
TYDZIEŃ PIERWSZY - SAMANTHA JONES
DZIEŃ TRZECI I CZWARTY - 03/04.12.2015
Czego się dzisiaj nauczyłam jako Samantha?
Tego, że mimo kaca, bólu głowy i generealnego rozjebania poimprezowego dałam radę wstać na zajęcie, bo trzeba, i zachować przynajmniej resztki klasy, a brak mózgu zastąpić słowotokiem na obecny modny i kontrowersyjny temat (w moim przypadku zwiększony napływ Ukraińców na specjalizację telewizyjną). Oprócz tego zrobiłam coś, z czym zawsze miałam ogromne problemy - dobrze się bawiłam od samego początku imprezy (Mikołajki PW), chociaż byłam absolutnie trzeźwa. (No dobra, potem już nie, ale energia ze mnie nie uchodziła)
Co miałam na sobie?
Na Mikołajki postanowiłam ubrać się all in black, tak więc bluzka z baskinką, spodnie i szyblety, ale żeby jakoś polepszyć sobie humor i dodać Samanthy, założyłam płaszcz z Dries van Noten. BO MOGĘ.
Wczoraj natomiast po powrocie z uczelni przebrałam się z dres (akurat w oglądanym przeze mnie wczoraj odcinku Samantha też miała na sobie odzienie nastoletniego miszkańca Pragi, więc czułam się usprawiedliwiona). Nastepnie włożyłam koszulę w kratę. Ale spokojnie, to był detoks przed dzisiaj.
Co robiłam przez ostatnie dwa dni (właściwie noce)?
W czwartek, jak już wspominałam, byłam na Mikołajkach Politechniki, w końcu zaliczyłam imprezę nieuniwersytecką! Korzystając z przypływu nowych twarzy, tańczyłam i bawiłam się zadziwiająco wspaniale. Byłam otwarta na ludzi, nowe znajomości, przegadałam pół nocy po angielsku zbliżając do siebie Polske i Portugalię. Samantha bylaby dumna. Następnie poszłam z after, z którego wyleciałam nastepnego dnia przed 10, żeby zdążyć na nagrania, od których zależała moja ocena. Przynajmniej tak myslałam, desperacko poszukując sklepu z wodą i gumą do żucia. Okazało się jednak, że mój poziom szczęścia nie zmniejszył się i nagrania można jeszcze zrobić za tydzień. Rozegrałam to na tyle sprytnie, że ćwiczeniowiec mnie nie zobaczył, a ja, osoba, kóra swoja ostatnią kroplę skonsumowała jakieś 4 godziny wcześniej, mogła w spokoju odejść i przeteleportować się na Sadybę. Potem poszłam spać, przyszła Hania, włączył nam się humor na miarę trzynastolatek po Reddsie zapijanym Kubusiem. Następnie udałyśmy sie do Srebrnych Balkonów, zjadłyśmy obiad i po prawie wydaniu 1/3 mojego miesięcznego wynagrodzenia na buty (zrobię to w tygodniu Carrie), przyjechałam do Pijalni Wina i Wódki Żytnia Apartaments, gdzie dostałam na obiad kaczkę w sosie z orzeszków ziemnych OMNOMOM. Potem zjadłam pasztet z gęsi, sushi i popiłam winem oglądając Kuchenne Rewolucje Magdy Gessler. A dzisiaj wstałam o 16, widząc tylko resztki pięknego zachodu słońca, co odrobinę mnie przeraziło, bo pierwszy raz w tym sezonie wstałam, kiedy juz było ciemno. Wyszłam na spacer z dwoma mopsami i zjadłam polędwiczki. W dwa dni nadrobiłam jedzeniowo cały tydzień, dzisiaj natomiast wypadałoby w końcu iść na porządną imprezę.
Czy Samantha spałaby cały dzień?
Tylko wtedy, jeśli potem miałaby w perspektywie całonocną imprezę, jestem usprawiedliwiona!
Z jakich mediów społecznościowych korzystałaby Samantha?
Myślę, że nie używałaby Facebooka, za to często siedziałaby na Twitterze, może czasami dodawała zdjęcia na Instagrama.
Czy nadal podoba mi się bycie Samanthą?


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz