sobota, 19 grudnia 2015

SEX AND THE CITY CHALLENGE #5

Zbojkotowałam tydzień Mirandy, mówię to z pełną świadomością i pogardą. Właściwie nie zbojkotowałam, bo neurotyzm i aseksualność magicznie rządziła zeszłym tygodniem.

TYDZIEŃ 2 - Miranda Hobbes
8-15.12

Dlaczego bycie Mirandą ssie?
Bo jest moim drastycznym przeciwieństwiem, nie wiem, jak z takim nastawieniem skończyła Harvard, dostała pracę. A przecież kolor włosów powinien ją jakoś bronić.

Co robiłam jako Miranda w zeszłym tygodniu?
Nosiłam dresy, bluzę UW, wstawałam w miare wcześnie, piłam codziennie kawę, oddałam zaległe 50 stron rosyjskiego. To były jedne z nudniejszych dni tego kończącego się już roku. I swear. Do tego krzyczałam na ludzi, pokłóciłam się z kilkoma osobami. Byłam na imprezie prawa, na której mój poziom kobiecości był miliard razy niższy niż randomowego draga. Wróciłam wcześnie do domu. Na nastepny dzień wybrałam się do miejsca, do którego mam tak mieszane uczucia, że z jednej strony sobą gardzę, z drugiej nigdzie indziej nie mogę sobie tak swobodnie potańczyć i pochodzić w rozpiętej koszuli (nie noszę dekoltów, więc choćby rąbek stanika jest dla mnie szaleństwem) i żaden facet nie będzie próbować mnie gwałcić wzrokiem. Moi kochani, poszłam do Glamu. I najzabawniejszą sytuacją była ta, kiedy przypomniałam sobie scenę z SATC, kiedy Miranda pocałowała jakąś kobietę, żeby sprawdzić, czy aby na pewno nie jest lesbijką, po czym stwierdziłam (byłam już po kilku piwach, takie genialne pomysły na trzeźwo nie przychodzą same), że zrobię to samo. I zrobiłam, ale potem musiałam się odganiać od mojego elementu eksperymentu, jak dobrze, że miałam wokół siebie moich znojomych i udawałam że ja? gdzie? to nie ja!
(btw, jeśli ktoś ma namiar na panią dj to ja bardzo chętnie te namiary przyjmę)

Jaka jest główna różnica między mną a Mirandą?
Ona nigdy nie chciała być w centrum uwagi.

Czy polubiłam dzieci?
Kurwa, naprawdę próbowałam, ale zepsuły mi się słuchawki i w autobusie musiałam wysłuchiwać darcia ryjka i potem już się zniechęciłam. Ale na początku nawet sie do nich uśmiechałam, naprawdę!

Czy podobało mi sie coś w byciu Mirandą?
Śmieciowe jedzenie, dresy i chwilowa aseksualność, po Samancie takie remedium było absolutnie potrzebne.






Przy okazji, macie tu linka do prac mojej ukochanej Hanny Kantor, przyszłej najlepszej fotografki na świecie, którą Vogue będzie prosił na kolanach, żeby u nich pracowała!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz